Córka młynarza

Tą recenzją mam zamiar udowodnić, że zapachy marki L’artisan Parfumeur, pomimo bajecznie łatwej ostatnio dostępności i coraz niższych cen, nic a nic nie straciły na swojej niszowości. Na pewno można się w tej kwestii spierać i dłuuugo na ten temat dyskutować, ale jakie perfumy można nazwać niszowymi, jeśli nie takie, które pachną… mąką? I podczas gdy nie mam najmniejszego problemu z wyjściem do ludzi, pachnąc zgliszczami starego kościoła czy zakurzoną apteką, niepozorne Bois Farine to jedne z niewielu perfum, których używam w zasadzie tylko wtedy, gdy planuję cały dzień spędzić w domu. Nie bez przyczyny recenzja ta powstaje w grudniową, przedświąteczną sobotę, gdy w planach mam jedynie pieczenie ciasta.

Ale jeszcze zanim przeniosę się do kuchni, spróbuję rozgryźć przepis na Bois Farine.

pajdeg2_0406

Główny składnik to kilogram migdałowej mąki, która odpowiada za to, że zapach jest od początku do końca pylisty jak kreda, mdławo-słodkawy. Potem hojnie dosypujemy mielonych i pokruszonych orzechów i jeszcze więcej płatków migdałów. Dolewamy nieco mleka (nie za dużo!) i zagniatamy wszystko w drewnianej misce. Koniecznie drewnianej! W razie potrzeby dosypujemy mąki – przypominam, że ostateczna mieszanka ma być sucha i pudrowa. Przypraw nie potrzeba, a wręcz są tu niewskazane. Na koniec można dorzucić garść jadalnych fiołków, ale raczej do ozdoby, bo całość i tak jadalna nie będzie. Bois Farine to ciasto surowe, niedokończone.

Słowem wyjaśnienia dodam, że zdaję sobie sprawę, że za nuty kwiatowe odpowiada tu podobno irys. Ale ponieważ irys jest zakodowany w mojej głowie jako mokra marchewka, to tutaj zostańmy jednak przy fiołkach.

Processed with VSCO with 4 preset

Dziwny to zapach, choć w zasadzie bardzo prosty i jednostajny. Nie daje się zaszufladkować, bo nie jest ani do końca kuchenny, ani gourmand, ani nawet typowo drzewny. Osiada bezszelestnie na skórze jak lekki, biały pyłek i przez kilka godzin się z niej nie rusza. Jest cichy i nieśmiały, ale mimo to może zmęczyć na tyle, że po jakimś czasie mamy już ochotę się z tego pyłu otrzepać. Wciąż nie mogę wymyślić żadnej okazji pasującej do tego zapachu, chyba jeszcze nigdy nie wyszedł ze mną z domu. Mam wrażenie, że to trochę perfumeryjna sztuka dla sztuki. Mieści się więc w mojej definicji naprawdziwszej niszy.

*Zdjęcia pochodzą z instagrama genialnej Lindy Lomelino. Klikać i podziwiać!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s